Blog Lotniczy 2014r.
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

Wielokrotnie słyszałem określenie „prawie magister”, którego używa się wobec osób, które mają za sobą najtrudniejszy etap studiów. Podobne historie opowiada się o ludziach zdających Nawigację Ogólną. Przyznam, że opowieści doświadczonych instruktorów na temat poziomu trudności tego przedmiotu potrafiły przestraszyć nawet tak wytrawnych kujonów jak ja. ;-)

Z tego właśnie powodu General Navigation postanowiłem zdać ostatniego dnia sesji, dając sobie prawie tydzień na powtórkę. W czwartek po przyjeździe do hotelu i konsumpcji obiadu, przystąpiłem niezwłocznie do nauki. To chyba był największy błąd, jaki mogłem popełnić. Zadania tak mnie wciągnęły, że ani się obejrzałem, a zegarek pokazywał 1:30 – nie jest źle, ale czas iść spać. Niestety, pomimo usilnych prób zaśnięcia organizm odmawia, a ja z nudów dalej liczę zadania. W końu dochodzi godzina 6:00 rano – zaraz, zaraz, czy aby przypadkiem od 6:30 hotelowa jadalnia nie serwuje śniadania? Postanowiłem zmienić plan – iść na wczesne śniadanie i wyspać się po nim.

Z trudem zasypiam ok. 9:00, a piętnaśnie minut później budzi mnie pokojówka pytaniem: „czy posprzątać pokój?”. No żesz… ciśnie się na usta. Czytać nie potrafi?! Na drzwiach wisi przecież karteczka „Do not disturb”… Kolejna próba zaśnięcia powodzi się ok. 10:00, ale kilkanaście minut później historia się powtarza! To już nie ma sensu, idę pod prysznic.

Po godzinie 12:00, mając za sobą jakieś pół godziny snu, przystepuję do egzaminu. Pomimo zmęczenia oczom nie wierzę jaki on jest prosty. Przeskakuję przez kolejne zadania, pomimo, że momentami dopada mnie zmęczenie. Okazuje się, że największym wrogiem jest czas, średnio 2 minuty na zadanie. Do końca pozostaje niespełna 15 minut, trochę mało, aby sprawdzić czy w 60 pytaniach nie pomyliłem się i nie zaznaczyłem błędnej odpowiedzi z powodu przeoczenia, a nie braku wiedzy. Przeglądam test wyrywkowo, stoper zaczyna mrugać na czerwono – ostatnie 5 minut. Nie czekam i mając 1:20 sekund w zapasie klikam zakończ, a na ekranie pojawia się:

  • General Navigation 90%.

Tragedia! Z wyniku trzeba się rozliczyć. Trafiłem na 3 banalnie proste zadania z Nav Logiem, które polegają na wyliczeniu kilku prametrów na podstawie innych. Za każde z nich są aż 3 punkty i jedno zaznaczyłem źle, pomimo że z notatek wnikało dobre rozwiązanie – to jest właśnie zmęczenie, które kosztowało mnie 5 punktów procentowych.

Jedno pytanie dotyczyło charakterystycznego typu obiektu, który pozwala odnaleźć się podczas lotu VFR w warunkach słabej widzialności spowodowanej śnieżycą. Regulamin zdawania egzaminu nie pozwala ujawnić mi więcej szczegółów, ale tak durnego pytania nie widziałem na oczy.

Pozostałe błędy to miks zmęczenia, deficytu czasu i braku wiedzy – tutaj na pytania trzeba odpowiadać błyskawicznie, nie ma czasu na metodyczne podejście i analizę. Zadania z trójkątem wiatru warto liczyć na CRP-5, gdyż metoda trygonometryczna czasami daje zbyt precyzyjny wynik, który nie jest zgodny z założeniami autora. Ważne jednak, że zdałem w pierwszym podejściu, a żadne z zadań nie było dla mnie zaskoczeniem.

Czas na posiłek w ULC’owskiej stołówce, a później świętujemy kolejny zakończony etap. Do końca pozostało już tylko 5 przedmiotów. Wracając do domu w sobotę, nakręciłem krótki film wizualizujący popularny w Internecie obrazek „How pilots drive”. ;-) Pogoda piękna, ruch znikomy, tylko wiało tak mocno, że jadąc przy krawędzi jezdni bałem się, że zepchnie mnie na barierki.

Komentuj: