Latanie dyspozycyjne
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

Niczym prawdziwy polski bizmesmen (pisownia nieprzypadkowa) interesy załatwiam przemieszczając się wehikułem napędzanym silnikiem Diesla. Jako że nowy samochód ma silnik benzynowy to nadrabiam samolotem, który posiada silnik wysokoprężny.

Obawiam się, że z lotniczych planów na ten rok dużo nie wyjdzie. Po dwóch miesiącach adaptacji w nowej korpo za dwa dni z pełną walizką wyjeżdżam w nieznane z nieokreślonym terminem powrotu. Musiałem podomykać stare sprawy, co wiązało się z odwiedzeniem Krakowa i Warszawy. Jako że samochodem jeździłem ostatnio po 5000 km miesięcznie powiedziałem dość i tym razem polecę.

Pierwszy punkt to wizyta w mojej poprzedniej firmie – Kraków. Lotnisko Kraków – Balice im. Jana Pawła II znam bardzo dobrze z punktu widzenia pasażera. Z tej perspektywy jest tylko jeden brak – nierozwinięta gastronomia i brak możliwości zjedzenia ciepłego posiłku. Z punktu widzenia pilota jest naprawdę dobrze. Handling profesjonalny, przyjaźnie nastawiony do małego lotnictwa i co bardzo ważne niedrogi. Za lądowanie i postój (ok. 24 godzin) wraz z asystą na płycie zapłaciłem 307,14 PLN. Jak na duże lotnisko kontrolowane to przyzwoita cena aczkolwiek idealnie byłoby 200 PLN.

Przy okazji pierwszy raz zabrałem kogoś z Facebookowej grupy BlaBlaAir. Jako że podróżna posiada licencję turystyczną została potraktowana jako załoga i nie wiązało się to z dodatkowymi opłatami za pasażera w ruchu krajowym. Fajnie się lata gdy siedzi ktoś na fotelu obok. Zawsze jest do kogo się odezwać.

Dziś miałem do wykonania misję. Otóż kilka miesięcy temu spadł mi mój wielbiony przeze mnie iPad Pro. 🙁 Jego naprawa niestety trwała długo (dużo można by opowiadać dlaczego) ale w końcu jest. W związku z tym, że opuszczam Polskę na dłużej zależało mi aby go mieć i specjalnie po niego poleciałem do Warszawy. Umówiłem się z pracownikiem serwisu, że podrzuci mi urządzenie na lotnisko Warszawa-Babice. Po pracy o godzinie 18:27 wyruszyłem w drogę do Warszawy, gdzie po niespełna godzinnej przerwie o godzinie 20:58 rozpocząłem kołowanie celem powrotu do Poznania. Kierunki startów mi nie sprzyjały. W Poznaniu odlot z 28 i nawrotka do TENVO, a następnie krąg nad połową Warszawy celem lądowania na 28. Łącznie 1:37 czasu blokowego w tym 1:21 IFR. Wracając do Poznania zaliczyłem podejście na kierunku 10 co wiązało się z oblotem południowej części miasta. Czas blokowy wyniósł 1:47 w tym 0:40 w nocy i 1:35 IFR. Pomimo wszystko było to przyjemniejsze i mniej męczące niż prawie 6 godzin w samochodzie.

Wracając z Warszawy dowiedziałem się co to znaczy clear ice na dość cienkim, laminarnym profilu skrzydła Diamonda. W okolicach WAR dostałem zgodę na lot IFR z naborem do FL100. Wierzchołki chmur miały kończyć się w okolicach FL90, a spodziewana temperatura na FL100 miała wynosić ok. 0° C. Niestety wierzchołki były ciut wyższe, a temperatura ciut niższa i po przejściu FL80 przy temperaturze -1° C cienka warstwa lodu zaczęła pokrywać skrzydła. Poprosiłem o pilne zniżanie do 6000 ft. Pomimo pełnej mocy i małej masy (leciałem sam, a paliwa było mniej o to co spaliłem na poprzednim odcinku) samolot z trudem osiągał 100 KTAS. Lód zaczął topnieć i po wyczyszczeniu płatowca z lodu oraz opuszczeniu niekorzystnych warunków atmosferycznych kontynuowałem lot na FL80.

Pierwszy raz widziałem tak szybko narastający lód i doświadczyłem jego efekt na osiągi samolotu.

Komentuj: