Badania lotniczo-lekarskie
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

Niestety tak długo jak nie posiada się uprawnienia do lotów wg wskazań przyrządów oraz odpowiednio wyposażonego samolotu, w tym w instalację przeciwoblodzeniową, latanie jest zajęciem sezonowym. Zimą można powtarzać teorię. Ostatni lot wykonałem na początku listopada, a później mogłem już tylko czytać książki – niestety nie wykazałem się systematycznością. Początek sezonu to również zwyczajowo badania lotniczo-lekarskie.

Badania w GOBL-Lu nie mogą obyć się bez zabawnych sytuacji. Dziś zaskoczyła mnie laryngolog (wcześniej jej nie spotkałem), która kazała mi stać na jednej nodze, z zamkniętymi oczyma, a w tym czasie wypisywała dokumenty. Z trudem wystałem, chwiejąc się czasami, na kartce napisane "zdolny". Wychodzę z gabinetu i od znajomego pilota dowiedziałem się, że można "nie wystać normy" i wówczas zaczynają się problemy. Co jest normą? Czas jaki zajmuje lekarce wypisanie dokumentów. Udało mi się również pozbyć ostatniego ograniczenia – TML6. Od teraz moje orzeczenie będzie ważne przez pełny rok.

Jak zwykle badania połączyłem ze spotkaniem firmowym, ale tym razem Wrocław był tylko przystankiem, a docelowo podróżowałem na południowe rubieże Dolnego Śląska. Podczas ciężkich opadów śniegu pokonanie 80 km na południe od Wrocławia zajęło około 3 godziny, jeszcze gorszy był powrót do Poznania – już bez przystanku we Wrocławiu.

Teraz najważniejsze. Wykonałem pierwszy w tym roku lot. W ramach wznowienia umówiłem się z szefem wyszkolenia na kilka kręgów (po 3 wysiadł i powiedział: lataj sam), kolejne kilka wykonałem samodzielnie i planowałem krótki lot po trasie zamkniętej. Niestety spadająca poniżej 5 km widoczność pokrzyżowała plany choć nie do końca.

Po starcie z Żernik wykonuję w kierunku Środy Wielkopolskiej, zgłasza się do mnie operator Krzesiny Tower i informuje o widoczności 4000 m na lotnisku Krzesiny. Odpowiedziałem Roger i kontynuowałem. Ja ze swojej pozycji widziałem jeziora w okolicach Zaniemyśla, widoczność znacznie przekraczała wymagane do lotu VFR 5km. Po chwili zgłosił się ponownie z sugestią powrotu do lotniska startu. Tym razem uległem.

Tu uwaga: z perspektywy pilota wykonującego lot VFR ważna jest widoczność z samolotu, a nie na lotnisku, gdzie siedzi informator służby informacji powietrznej, kontroler ruchu lotniczego czy ktokolwiek inny. Lądowisko Żerniki leży jednak w przestrzeni niesklasyfikowanej MATZ Lotniska Wojskowego Krzesiny. Istniało ryzyko, że po odlocie z MATZ przy braku widoczności na lotnisku Krzesiny kontroler wojskowy nie wyda zgody na lot powrotny w MATZ, a to byłoby dużym problemem operacyjnym. Gdyby była to przestrzeń cywilna nie zaniechałbym lotu. ;-)

Ważne jednak, że udało się wznowić nawyki, wykonałem 8 startów w dzień, siedem lądowań w dzień i jedno już w nocy. Plan na ten rok jest ambitny, obecnie jestem pilotem, tak naprawdę nielotem z nalotem niespełna 75 godzin, który dopiero mniej więcej wie jak się nie zabić. Chciałbym się wreszcie stać pilotem latającym.

Komentuj: