Zapiski ze szkolenia lotniczego
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

Szkolenie lotnicze przebiega intensywnie, staram się narzucić mu odpowiednie tempo. Latam naprawdę często, czasami jest to trochę męczące, ale daje ogromną satysfakcję. Unikam godzin porannych, zazwyczaj jest to 13:00 lub po 15:00, a zatem czas, w którym powierzchnia ziemi jest intensywnie nagrzewana przez słońce. Większość lotów odbywa się pomiędzy 1000, a 1500 ft AMSL czyli po uwzględnieniu elewacji 300-400 metrów na ziemią, słowem – nie latam w spokojnym powietrzu.

Przypominam, że nie mogę latać samodzielnie, teoretycznie szkolenie nie powinno niczym się różnić od standardowego, ale obecność instruktora na prawym fotelu podczas każdego lotu powoduje, że mogę pozwolić sobie na więcej. Nie zawsze loty odbywają się w idealnych warunkach atmosferycznych.

Poza podstawowymi manewrami tj. lot poziomy prosto, zakręty, wznoszenie, opadanie oraz zakręty podczas wznoszenia i opadania ćwiczymy również głębokie zakręty, spirale (bardzo głęboki zakręt połączony z utratą wysokości), przeciągnięcia statyczne (minimalna moc silnika wraz ze spowolnieniem lotu do prędkości minimalnej i próba utrzymania wysokości aż do alarmu, a następnie wyprowadzenie) oraz dynamiczne (gwałtowne wznoszenie z pełną mocą, aż do osiągnięcia krytycznego kąta natarcia i wyprowadzenie). Są to dość nieprzyjemne manewry, naprzemienne przeciążenia dodatnie i ujemne, niby nieduże, ale trzeba pamiętać o odpowiednim posiłku. Po zjedzonym na szybko hamburgerze jest źle, ale kiedy z braku czasu nie zjadłem nic było jeszcze gorzej, dodatkowym stresorem jest również temperatura w kokpicie, która często przekracza 25º C, a na ziemi sięga 30º C.

Pomiędzy ćwiczeniami wykonujemy również pierwsze loty trasowe, udało mi się odwiedzić lądowiska Lipki Wielkie i Hurbetowo. Na obu stacjonują samoloty PZL M-18 Dromader, których załogi gotowe są do podjęcia akcji gaśniczej z powietrza. Dzięki znajomościom instruktora w obu miejscach możemy liczyć na kawę (dla mnie opcjonalnie herbata) i miłą pogawędkę.

Zaczęliśmy również loty po kręgu. Muszę przyznać, że jak na razie jest słabiutko. 🙁 Na pocieszenie mogę myśleć, że ćwiczenie w warunkach dość silnej turbulencji z pewnością nie ułatwia zadania, nikt jednak nie powiedział, że ma być łatwo. Bez problemu radzę sobie natomiast z korespondencją radiową. Na ciepłe posiłki w trakcie zajęć latamy do Leszna, bardzo podoba mi się pomysł jadłodajni, do której można przylecieć i zaparkować samolot ok. 50 metrów od drzwi.

Do tej pory udało mi się wylatać blisko 15 godzin, dzięki czemu uzyskałem zaświadczenie o odbyciu praktyki w zakresie obsługi radiostacji lotniczej. Niezwłocznie zapisałem się na egzamin (to podobno formalność, a nie egzamin), może jeszcze w maju będę miał kolejną rzecz za sobą.

W poniedziałek lecę do Akwizgranu, a w zasadzie do Duesseldorfu (z przesiadką w Kopenhadze) i dalej pociągiem, wracam we czwartek (z przesiadką w Warszawie), czeka mnie przynajmniej tydzień bez latania – dla ścisłości lecę jako pasażer. Od przyszłego tygodnia zaczyna się sesja egzaminacyjna w ULC, chciałbym w drugim tygodniu wygospodarować na nią trochę czasu.

Komentuj: