Blog Lotniczy 2012r.
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

Rozpoczynam nową serię wpisów poświęconą szkoleniu teoretycznemu do licencji liniowej pilota samolotowego ATPL(A). Opiszę w niej jak przebiega szkolenie, co sprawi mi niespodziankę (miłą), a czym będę zawiedziony. Poza tym garść informacji praktycznych dla osób, które szkolą się poza miejscem zamieszkania. Zjazd pierwszy to Komunikacja (Communication 091 i 092) oraz niespodziewanie kilka słów o pracy w lotnictwie i dalszych etapach szkolenia, które padły podczas opisanego wcześniej "Pilot Talks".

Drugi dzień zjazdu to pierwsze zajęcia – Komunikacja (Communication VFR 091 i Communication IFR 092). Zajęcia prowadziła Joanna Pawlak, na co dzień pełniąca obowiązki kontrolera Łódź TWR. Sam wykład ma raczej formę pogadanki związanej z praktyczną stroną latania, co jak nietrudno się domyślić nie odzwierciedla zakresu egzaminu. Nie chcę powiedzieć, że egzamin jest bez sensu, nie uważam tak, ale jest tam wiele elementów non-routine communication, które trzeba znać, a nie są w codziennym użyciu.

Już od tego pierwszego wykładu da się zauważyć, że szkolenie zaoczne to kropla tego co trzeba wiedzieć nie tylko na egzaminie ale również latając. Na zajęcia z dwóch przedmiotów tj. komunikacja w lotach VFR i IFR przeznaczono tylko 7 godzin zajęć w ośrodku, a reszta to nauka samodzielna. Oczywiście liczba godzin przewidzianych na naukę samodzielną jest formalnie określona, ale nie oszukujmy się, że służy to tylko celom spełnienia wymagań szkolenia, każdy uczy się tyle ile potrzebuje aby zdać egzamin. Na początku padło pytanie czy zajęcia prowadzić po polsku czy po angielsku, wraz z kilka osobami z grupy wybraliśmy opcję nr 2, a reszta wyraziła zgodę poprzez milczenie. ;-)

Po lekcjach dostajemy segregator i wydrukowany skrypt. Taki skrypt będziemy dostawali po każdych zajęciach i to jest jeden z atutów ośrodka. Ponadto każdy ma założone konto na platformie e-learningowej. To bardzo szumna nazwa, w rzeczywistości jest to forum dyskusyjne, na którym nikt nic nie pisze oraz element kluczowy tj. testy. Do każdego przedmiotu jest określona liczba testów, które muszą być rozwiązane i jest to jeden z warunków ukończenia kursu.

Kolejną miłą niespodzianką są obiady. Ze względu na położenie szkoły nie ma możliwości wyjścia na przerwie do sklepu, jedną możliwością posilenia się jest automat vendingowy, gdzie w normalnych cenach można kupić zupkę chińską, wafelek czy coś do picia. W związku z tym szkoła zadbała o catering i co mnie również zdziwiło, w cenie szkolenia jest dowieziony obiad. Ośrodek zlokalizowany jest przy ulicy Pilskiej, niedaleko muzeum lotnictwa, o którego istnieniu nikt nie wie, a na terenie którego niszczeją wraki pomalowanego w barwy LOTu Tu-134 oraz śmigłowca Mi-26. Sam ośrodek to dość duże biuro zbudowane z kontenerów. Pomimo lekkiej konstrukcji w salach zapewniony jest komfort cieplny poprzez wydajne ogrzewanie elektryczne oraz klimatyzatory z funkcją grzania, a w hallu znajduje się nowoczesny piec.

Jeszcze kilka praktycznych uwag dotyczących zakwaterowania. Szkoła współpracuje z okolicznym pensjonatem, gdzie można w dość przystępnej cenie wynająć pokój. Osobiście z tej opcji nie skorzystałem, więc będę dokonywał krótkich recenzji hoteli, w których spędzę noce pomiędzy wykładami.

Pierwsza uwaga to cena. Przede wszystkim Łódź pod względem cen noclegów nie jest tańsza od Warszawy, więc jedno z pierwotnych założeń okazało się błędne. Pomimo cen standard jest dyplomatycznie rzecz ujmując bardzo średni. Ten weekend spędziłem w Hotelu Reymont przy ulicy Legionów 81. Wybór był banalny, wpisałem w aplikacji HRS na iPhone miejsce i hotele uporządkowane wg odległości od tego miejsca (FTO Bartolini Air). Inne czynniki nie miały znaczenia, gdyż na spotkanie mogę dojechać w dowolne miejsce, a przy moim spóźnialstwie każda minuta o poranku jest ważna. Niestety odległość w linii prostej nie oznaczała w tym przypadku szybkiego dojazdu. Hotel zlokalizowany jest w takim miejscu, że gdy dojechałem tam około północy bałem się wyjść z samochodu, na szczęście na jego tyłach znajduje się parking. Recepcja jak zwykle ładna, budynek to stara kamienica, niestety niezadbana, a mój pokój był wielkości mieszkania. Meble z epoki wczesny Gierek, w pokoju zimno – zdaniem recepcjonistki nie mogą nic z tym zrobić gdyż korzystają z cieplika miejskiego, a ten jest wyłączony. Ponadto śniadania bardzo ubogie, trudno o masło, króluje niezbyt apetyczna margaryna. Dwie doby, ze śniadaniem i parkingiem kosztowały 360 PLN – nie wrócę.

Moje prywatne zalecenie to przyjechać dzień wcześniej (w piątek) i od sobotniego poranka być wypoczętym na zajęciach. Odnośnie kosztów, słusznym jest wliczenie tego do ceny szkolenia, ja będę starał się to ograniczać poprzez łączenie tych wyjazdów ze sprawami zawodowymi.

Komentuj: