Zapiski ze szkolenia lotniczego
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

Ostatnie loty w ramach realizowanego projektu to świetna okazja na trening przed dalekimi wyprawami, które planuję na ten rok. Dobra praktyka opisana w Podręczniku Pilota Samolotowego autorstwa Lecha Szutowskiego i Jerzego Domicza zaleca aby dla zachowania nawyków pilot wykonywał minimum 50 godzin lotów rocznie, nie tylko po trasach ale również po kręgu i doskonalenie pilotażu w strefie – dwie bardzo istotne części zaniedbywane przez wielu pilotów po otrzymaniu licencji.

Zacząłem w sobotę od lotu po trasie zamkniętej z planowanym konwojerem na Ławicy (EPPO) i w Zielonej Górze – Babimost (EPZG), plan lekko zmodyfikowałem, gdyż o tej godzinie lotnisko w Zielonej Górze już nie pracuje, doleciałem do lotniska i w miejscu, które zidentyfikowałem jako przecięcie się radiali z VORów LAW i CZE dokonałem zwrotu w kierunku Czempinia. Przelot w godzinach nocnych, okazja do potrenowania nawigacji w oparciu o dwa odbiorniki VOR oraz blisko pół godziny ćwiczeń w strefie nad radiolatarnią w Czempiniu. Zakręty z przechyleniem od 20 do 45°, zarówno w locie poziomym jak i podczas wznoszenia i opadania, szybowanie z prędkością zapewniającą największy dystans (V best glide, obroty śmigła na windmilling, czyli minimalne) oraz holding. Łącznie 1:40 czasu blokowego.

W niedzielę idealna pogoda na dłuższy lot trasowy. Pierwotne założenie to odwiedzić Kołobrzeg czyli wylądować wreszcie na słynnej wśród uczniów pilotów drodze startowej w Bagiczu usytuowanej kilkadziesiąt metrów od Bałtyku. Upalny dzień, silna turbulencja związana z termiką wypracowaną objawiająca się powstawaniem chmur Cumulus i Stratocumulus dały się we znaki pasażerce, której stan zdrowia zmusił mnie do lądowania w Pile (EPPI) i zorganizowania transportu do domu drogą naziemną. Ja wróciłem pustym samolotem do Żernik i tak dzień zakończył się nieszczególnie wesoło, ale pomimo to udało się zrobić kilkadziesiąt ładnych zdjęć, którymi dzielę się na blogu.

W poniedziałek zarezerwowałem Cessnę 172N SP-ROD (na przeznaczonym do tras SP-CES co do zasady nie wykonuje się lotów po kręgu) i w czasie 1:10 wykonałem 6 nocnych startów i lądowań na krótkim pasie w Żernikach (na kierunku 06, czyli podejście nad halami magazynowymi). Myślę, że te 4:35 lotów było dobrym treningiem po zimie.

Komentuj: