Chronologicznie
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

 

Ile razy mówiłem, że uwielbiam góry. Kolejny dzień udało mi się wygospodarować na wycieczkę, tym razem do Yosemite National Park, gdzie zaplanowałem kilkugodzinną wędrówkę na szczyt Yosemite Falls.

Z miejsca mojego zamieszkania do Yosemite National Park mam ok. 4 godzin jazdy samochodem. Wyruszam wcześnie rano jak na swoje możliwości tj. ok. 9:00. Od samego wjazdu do parku spotykają mnie malownicze widoki.

Typowo po amerykańsku prawie wszędzie można dojechać autem, co powoduje spore korki, a także problemy ze znalezieniem miejsca parkingowego. Pomiędzy parkingami krążą darmowe autobusy.

Zanim znalazłem miejsce parkingowe, po drodze zatrzymując się kilka razy, chłonąc widoki i robiąc zdjęcia minęła 14:00, wędrówkę rozpocząłem ok. 14:30. Wejście i zejście zajmują 6 do 8 godzin. Różne źródła oceniają ten szlak jako średni do trudnego, wszystkie są zgodne – należy wchodzić wcześnie rano nim słońce rozgrzeje nieosłonięte zbocze skały. Gdy rozpocząłem wchodzenie wiele osób już schodziło, kilka razy zostałem zapytany czy wszystko OK i czy potrzebuję pomocy. Musiałem wyglądać na wykończonego.

Po dwóch godzinach i pięćdziesięciu minutach docieram na szczyt. Jest pięknie!

Trzeba jeszcze zejść, a to nie jest proste zadanie. Do pokonania mam prawie 1000 metrów różnicy wysokości. Niestety schodząc trzeba też kawałek podejść podobnie jak wchodząc musiałem kawałek zejść. Taki szlak.

Byłem jedną z ostatnich osób, które schodziły tego dnia, a pomimo to spotkałem kilka osób, które dopiero wchodziły. Jedna para, totalnie nieprzygotowana do tej wyprawy, nie wiedzieli ile jeszcze przed nimi. Odradziłem im dalsze wchodzenie i doradziłem zejście gdyż zachód słońca był coraz bliżej a taka wędrówka w nocy, nawet bez latarek nie wróży nic dobrego. Nie wiem czy posłuchali.

Drugiego gościa było mi zwyczajnie szkoda. Zorientował się, że zgubił kluczyki do samochodu i usiłował je znaleźć. Niestety nie natknąłem się na nic takiego schodząc.

Ostatnie metry były naprawdę ciężkie, czułem się bardzo wyczerpany, każdy kamień był wygodny aby na chwilkę usiąść. Niemalże doczołgałem się do samochodu.

Cała wspinaczka zajęła mi 5 godzin i 44 minuty powiększone o krótką przerwę na górze. Endomondo policzyło, że spaliłem 2600 kalorii. 930 metrów wszedłem i kolejne 930 metrów zszedłem. Uwielbiam góry 🙂

Dla wytrwałych film videoblogowa relacja z wycieczki.

<- Powrót

Komentuj: