Blog Lotniczy 2012r.
Sky Is The Limit

Najpopularniejsze wpisy

img img
img img
Postanowienie noworoczne – zaczynam

O miłości do samolotów i wszystkiego, co wiąże się z lataniem mógłbym naprawdę dużo mówić. U mnie zaczęło się to w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej. Nie…

czytaj więcej

Nie, szkolenia nie kończę, tak naprawdę na dobre go nawet nie rozpocząłem, ale dziś skończył się jego pewien etap – odbyłem ostatni lot w ramach szkolenia praktycznego do licencji turystycznej pilota samolotowego PPL(A). Zajęło mi to równe trzy miesiące (pierwszy lot odbyłem 1-ego maja), przez ten czas Cessną 152 (SP-KCC i SP-KSO) wylatałem 46 godzin i 8 minut wykonując 138 startów i szczęśliwie tyle samo lądowań. Przez 10 godzin i 5 minut byłem nawet dowódcą.

W tym podsumowaniu nie może zabraknąć też ciemnych stron. Tak naprawdę nigdy nie leciałem sam, zawsze obok mnie był instruktor, nawet gdy pełnił on rolę tylko pilota bezpieczeństwa to wyuczone nawyki zwracania uwagi i myślenia szybciej niż uczeń dają o sobie znać i komentarzem lub lekkim ruchem sterów instruktor zawsze pomoże. Kilkanaście lotów (kręgów) wykonałem też z instruktorem (w charakterze pilota bezpieczeństwa) z Aeroklubu Zagłębia Miedziowego, z jednej strony inne doświadczenie, z drugiej to znów nie były loty samodzielne. Każdy instruktor ma swoje nawyki i sposób w jaki uczy wykonywać wzorowy krąg, coś co dla jednego instruktora jest poprawne, inny uważa, że można zrobić inaczej. Pan Józef uczył mnie zawsze dość wysokich podejść aby na wypadek awarii silnika mieć zapas wysokości, a w normalnej sytuacji zawsze można ją wytracić w tak małym i elastycznym samolocie jakim jest Cessna 152. W AZM (Aeroklub Zagłębia Miedziowego) uczy się z kolei latania jak ciężką rejsówką, gdzie na taką zabawę nie można sobie pozwolić, a ścieżka schodzenia jest stała. Zważywszy na maszty oświetleniowe przed progiem drogi startowej mam wrażenie, że w przypadku jakiejkolwiek turbulencji nie będę w stanie odpowiednio szybko przeciwdziałać nieszczególnie mocnym (aby nie powiedzieć słabym) silnikiem starej Cessny i zahaczę o nie podwoziem.

Kilka kręgów udało mi się wykonać samodzielnie w towarzystwie HT – Pana Roberta, który przywykł do tego, że jego rola w szkoleniu polega tylko na siedzeniu i wydaniu opinii czy uczeń może latać samodzielnie. Trochę mnie to podniosło na duchu gdyż okazało się, że bez interwencji instruktora potrafię wystartować i wylądować.

Miałem też możliwość zobaczenia z bardzo bliska Airbusa A320, lecąc w okolicach radiolatarni CZE (VOR w Czempiniu) na wysokości 1500ft AMSL drogę przeciął mi tylko kilkaset metrów wyżej powietrzny autobusik WizzAir zmierzający w kierunku Poznania. Najprawdopodobniej skracał sobie drogę i w piękny, słoneczny dzień zamiast lecieć do ARBIR (wówczas byłby w tym miejscu ok. FL100 i nad ARBIR na ok. 7000ft) i wykonać pełną procedurę podejścia ILS zdecydował się na podejście z widocznością.

Podczas innego z lotów miałem okazję usłyszeć przez radio innego ucznia Pana Józefa, który właśnie odbywał lot egzaminacyjny.

Ponadto wykonywałem serię ćwiczeń lotów na małej wysokości tj. 150-200 metrów nad terenem, minimalna wysokość lotu VFR. Ich celem jest nauka nawigacji podczas lotu na małej wysokości np. podczas dolotu do miejsca lądowania przy obniżającej się podstawie chmur. Po jednym z takich ćwiczeń, trasa z Żernik przez Ostrów Wielkopolski (Michałków) do Leszna, tam przerwa i powrót do Żernik, pułap 800ft, w warunkach naprawdę silnej turbulencji miałem zakwasy w rękach, a instruktor nawet zapiął pas barkowy, co mu się do tej pory nie zdarzało.

Dzisiejszy, ostatni lot kończyłem już po zachodzie słońca, zaledwie 2 minuty przed przepisowym czasem, kiedy to wedle europejskiego prawa lotniczego dzień staje się nocą, a szkolenia do licencji turystycznej w nocy się nie prowadzi. Przedsmak wspaniałych, nocnych widoków, które mam nadzieję, za kilka tygodni będę miał okazję podziwiać.

Pozostało mi tylko odebrać zaświadczenie o ukończeniu szkolenia praktycznego, wysłać wniosek o egzamin praktyczny i mieć nadzieję na jego powodzenie.

Komentuj: