Znów za wielką wodą
Latanie to moja pasja, a ostatnio również praca. Praca, którą uwielbiam nawet, gdy jestem zmęczony, a budzik dzwoni o 3:50 na lot. Fajna praca nie gwarantuje jednak utrzymania się, a klient wymagał aby odwiedzić jego klienta i tak wziąłem miesiąc bezpłatnego urlopu. Naloty jakie są, takie są, trzeba się umieć dostosować do zmiennych warunków.
- Airbus A380-800 na płycie lotniska w Monachium (MUC/EDDM).
- Airbus A380-800 – skrzydło. Jaki ten samolot jest potężny!
- Do mojej ulubionej strony w IFE – informacji o locie – doszła kolejna – widok z kamer.
W Warszawie po locie z Kijowa wylądowałem ok. 20:00, możliwie szybko musiałem przemieścić się do Poznania przepakować walizkę i już po 12:00 kolejnego dnia, tym razem jako pasażer odleciałem do Monachium, a dalej San Francisco. Tym razem pierwszy raz na pokładzie Airbusa A380. Równiutki miesiąc poza domem, od pierwszego listopada do pierwszego grudnia. Latania nie będzie, muzeów lotnictwa tym razem nie planuję, ale na pewno wykorzystam wolne weekendy i mam nadzieję ładniejszy niż w Polsce listopad. Muszę sobie jakoś wynagrodzić miesiąc bez latania. 😉
- Tym razem nie miałem szczęścia ani do pogody, ani do pory dnia. Grenlandii nie zobaczyłem, a większość z ponad 12-godzinnego lotu to było bujanie nad takimi chmurkami.
- Gdy rok temu byłem w USA na dziedzińcu apartamentowca/bloku, w którym mieszkałem obserwowałem samoloty wykonujące ostatni zakręt przed podejściem do KSFO. To zdjęcie, jeśli wierzyć GPSowi w iPhone X, zostało wykonane niespełna 300 metrów od mojego ówczesnego lokum.
- Zaraz przyziemienie, a później kolejka do odprawy paszportowej.